PATRZĄC W LUSTRO

- Nie ma niezależnych luster, wszystkie są stronnicze – powiedział sprzedawca w sklepie z antykami.
Odparłem, że chyba przesadza.
- Przesadzam? Lustro to nie jest zwyczajny mebel, taki jak fotel, komoda, czy biurko. Lustro to przedmiot, proszę pana, żywy i żyjący. Dobrze trzeba się zastanowić przed wprowadzeniem do mieszkania nowego lustra. Nigdy nie wiadomo, czy ono człowieka zaakceptuje. Już ćwierć wieku sprzedaję lustra i wiem o nich dużo, lecz daleko mi jeszcze do pełnej wiedzy. Wciąż dowiaduję się nowych rzeczy. A pan, obawiam się, nie wie nic. Nic poza tym, że chce pan mieć lustro. Do czego panu lustro?
Nie lubię takich krótkich i prostych pytań, bo zazwyczaj wymagają długich odpowiedzi. Po co lustro? Może po to, żeby patrzyło na pokój. I na mnie, kiedy będę w pobliżu. Powiedzieć mu to? Powiedziałem.
- Pan mieszka sam, prawda? – odparł natychmiast. – Ja to widzę. Samotność zawsze ciągnie do luster. Moi najlepsi klienci to ludzie samotni. Tacy jak pan. Ale muszę pana ostrzec: to złudzenie, że człowiek z lustrem jest mniej samotny. Natomiast lustro jako takie nigdy nie jest samotne. Ma w sobie wizerunki wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek przed nim stanęli. Wizerunki ludzi i przedmiotów. Ma je w swojej pamięci. Pan też, chcąc nie chcąc, zapadnie w pamięć lustra. Ona jest, nawiasem mówiąc, o wiele trwalsza niż pamięć ludzka. Co pan powie na to kryształowe, owalne?
- Pewnie jest bardzo drogie.
- A pewnie. Kto tyle widział co ono, powinien się cenić. Ale panu oddam je za pół ceny.
- Dlaczego?
- Ma trudny charakter. Przede wszystkim nie lubi ludzi starych. Starzy źle w nim wyglądają. Niech się pan przejrzy. Proszę, to nic nie kosztuje.
Obrócił lustro do okna. Stanąłem na przeciw i zobaczyłem siwego, przygarbionego człowieka o twarzy pełnej zmarszczek. Na twarzy poza zmarszczkami miał pełno plam i żyłek.
- Kto to? – zawołałem.
- Pan. Za jakieś cztery lata. Ono czasem trochę antycypuje, czyli wybiega w przyszłość.
- Wie pan – powiedziałem – ja wolałbym takie, które się trochę spóźnia. Choćby i o cztery lata. Ma pan coś takiego?
- O pięć. Ale ono jest znacznie droższe. To jest lustro, szanowny panie, jeśli tak można powiedzieć, intymne. Może pan się w nim przejrzeć, ale krótko i przelotnie. Gdzie ja je mam… Ach nie, sprzedane! Poszło wczoraj za dobrą cenę, dla pana pewnie zbyt wysoką. Pokażę panu inne – świat wygląda w nim niezwykle korzystnie! W ogóle pan świata nie pozna.
Wyciągnął owalne lustro w złotej oprawie, ale w nim w ogóle nic nie zobaczyłem, mnie tam w każdym razie nie było. Nawet mebli stojących za mną nie odbiło – widziało się jakiś pejzaż z błękitnymi górami w tle.
- Czy to na pewno jest lustro? – spytałem.
- Na pewno – zapewnił mnie sprzedawca. – Z tym, że ono miewa własny program. Bywa, że nie ciekawi go to, co znajduje się przed nim. Wtedy wydobywa z siebie coś własnego. Ze wszystkich widoków, jakie widziało, najbardziej ukochało sobie góry. Ale lubi także obnażone kobiety. Można się ich napatrzeć a napatrzeć. Zwłaszcza wieczorem, po jedenastej. Właściwie to jest lustro wyłącznie dla osób dorosłych.
- Prawdę mówiąc wolałbym coś mniejszego…
- Jeżeli pan ma na myśli kieszonkowe, to nie u mnie.
- Nie kieszonkowe. Ale, powiedzmy, przenośne.
- Przenośne! Gdyby pan wiedział, jak lustra tego nie lubią! Prawdziwe lustra, rzecz jasna, bo kieszonkowe wprost przepadają za torebkami i kieszeniami, mają pod tym względem podobnie niskie upodobania jak pieniędze. Moje lustra, szanowny panie, mają charakter piramid, nie lubią być przenoszone z miejsca na miejsce. Więc na które pan się decyduje?
- Jeszcze się zastanowię.
- Od razu wiedziałem! Tylko spojrzę na klienta i natychmiast wiem, co on za jeden. Czy z tych co kupują, czy z tych co się zastanawiają. I nad czym pan chce się zastanawiać?
- Nad sobą, proszę pana.
- Nad sobą… To nie mógł pan tego zrobić wcześniej?
- Prawdę mówiąc, nie. Dopiero tutaj na to wpadłem. Patrząc w te lustra. Tak sobie myślę, że nie będą mi już potrzebne.
Skłoniłem się i opuściłem sklep z antykami. W przeciwieństwie do sprzedawcy byłem zadowolony i zadowolenie to rosło w miarę jak zbliżałem się do domu. Nie znałem przyczyny i nie chciałem znać, bo wiedziałem, że takie zadowolenie bez przyczyny jest najprzyjemniejsze. Lubiłem cieszyć się życiem bez wchodzenia w szczegóły, patrzeć na życie z lotu ptaka. Niestety, był to luksus, na który rzadko mogłem sobie pozwolić. Jednak tym razem ten przyjemny stan przedłużał się i trwał nieprzerwanie do samego wieczora. Spałem dobrze, a sny, które nad ranem mnie dopadły, uniosły się gdzieś do góry i rozpłynęły.
Poranne mycie poszło szybko i przyjemnie, lecz golenie… Golić się trzeba przed lustrem. Moje łazienkowe lustro niewiele widziało, na dobrą sprawę tylko mnie, o świecie nie ma pojęcia. Dotąd uważałem je za dosyć wierne, ale po wizycie w sklepie z antykami zacząłem mieć wątpliwości. A jeżeli ono mnie zwodzi, czy wręcz oszukuje? Kto wie, jak ja właściwie wyglądam? Ogolić się można, w tym jest jeszcze pomocne, ale zajrzeć sobie głębiej w oczy, poznać swoją prawdziwą twarz, zobaczyć własną osobę – to z pewnością przekracza możliwości, a może i chęci tego skromnego zwierciadła. Goliłem się z przykrym przekonaniem, że golę obcego człowieka. Czułem się jak fryzjer.
O wiele lepiej poczułem się w pokoju, kiedy stanąłem przed portretem. Jest to jedyny obraz, jaki posiadam, przed laty ktoś dał mi go na przechowanie i zapomniał, ja też zapomniałem kto, i tak obraz zamieszkał u mnie na stałe. Portret przedstawia młodego mężczyznę o bystrym spojrzeniu, który spogląda prosto w oczy patrzącemu. Wielokrotnie miałem wrażenie, że widzi lepiej ode mnie, lepiej i więcej. Lecz tego ranka poczułem, że mój wzrok jest równie dobry. Równie dobry, a może i lepszy. I nagle myśl rozbłyska, jasna, silna, nie wiadomo skąd… A jeżeli to ja tak wyglądam? Może to nie portret, lecz jakieś miękkie, płócienne lustro? Biegnę do łazienki, staję, sprawdzam – i co widzę? Portret! Ta sama młoda urodziwa twarz, to samo bystre spojrzenie! Zreflektowało się stare lustro, przestało kłamać. Albo zaczęło. Czyżby wszystko zależało od oczu?
Od tego dnia postanawiam golić się przed portretem. Ale czy on to wytrzyma? Wystawiam malarstwo na wielką próbę. A kupować trzeba portrety, nie lustra.

xxx xxx xxx